wRINGu.net wybiera: Najlepsze walki na domowe zamknięcie cz.1

Przestrzegacie kwarantanny? Tak? To dobrze. Przeczytaliście już wszystkie książki, pograliście w gry, obdzwoniliście już wszystkich przyjaciół i rodzinę? Pies wyprowadzony? Teraz pora na kilka walk, które polecamy do odświeżenia lub – ponieważ zakładamy, że sporo osób ma je do nadrobienia, zapoznanie się z nimi. Od teraz, co kilka dni każdy z naszych redaktorów będzie publikował swoje zestawienie trzech walk z omówieniem, dlaczego to właśnie te pojedynki powinniście nadrobić. Dziś pora na moją faworyzowaną trójkę. Zaczynamy.

1. Takashi Miura – Francisco Vargas

Co to była za gala. Co to była za walka. Las Vegas, Mandalay Bay, pełna hala kibiców, która przyszła obejrzeć główne starcie wieczoru w wykonaniu Miguela Cotto z Saulem Alvarezem. Jednak to nie ten pojedynek skradł serca fanów, lecz właśnie Miury z Vargasem. Potyczka Japończyka z Meksykaninem przeszła do historii, jest w moim ścisłym top 3. i prędko z niego nie wyjdzie. Nokdauny po obu stronach, zwroty akcji, krwawy dramat i non stop zadawane ciosy. Ta walka utwierdza mnie dlaczego jestem i będę kibicem boksu. Z resztą zobaczcie sami.

2. Ike Ibeabuchi – David Tua

Nie jestem pewien, czy to jest moje top 3, ale jestem pewien, że powinno się znaleźć w tym konkretnym zestawieniu, na potrzeby które opisałem we wstępie. Dlaczego ten wybór? Walka w wadze ciężkiej, która pobiła rekord w ilości wyprowadzonych ciosów. Wszak takie rekordy są domeną niższych wag, gdzie mali Azjaci biją jak maszynki. Panowie łącznie wyprowadzili 1730 uderzeń(!). Ibeabuchi 975 (332 trafione), Tua 755 (282 trafione). Podkreślam to waga ciężka. Ilość ciosów Ibeabuchiego jest obecnie rekordem w największej ilości wyprowadzonych ciosów przez zawodnika królewskiej kategorii wagowej. Przed walką Tua był faworytem bukmacherów. Musicie to zobaczyć.

3. Sugar Ray Robinson – Jake Lamotta

Rok 1951, absolutny klasyk. Robinson wszedł do ringu jako mistrz świata wagi średniej. Tu chcę nadmienić, że w latach 50-tych nie istniała jeszcze żadna z dzisiejszych światowych federacji, jak WBO, IBF… Jeśli byłeś wówczas mistrzem świata, to byłeś mistrzem jedynym na całą wagę. Nie jak dziś, tuzin pasków od spodni i tak samo tuzin mistrzów w jednej wadze. Co do walki, śmiało można powiedzieć, że gdyby wówczas było Pay-per-View, na pewno kibice oglądaliby tą walkę odpłatnie 🙂 Wielki hit, dwa wielkie nazwiska w tamtych czasach, doskonałe show i mistrzostwo świata na szali. Posłuchajcie tylko tej wrzawy na hali, ekscytacji komentującego. Zwróćcie też uwagę na różnicę w stylu pięściarzy. W roku 1951 „śliskość” obrony Robinsona była czymś absolutnie niespotykanym. Było to widoczne tym bardziej, kiedy naprzeciwko stanął typowy swarmer, Jake Lamotta. Kawał historii, oraz wspaniała walka zamykają ten wpis.

Tomasz Groblica/wringu.net

Dodaj komentarz