Wyniki z weekendu – highlighty

Minione dwa dni może nie obfitowały w walki, na które kibice czekają z zapartym tchem, ale z pewnością było na co popatrzeć. Szczególnie w cięższych kategoriach wagowych.

W piątek w Madison Square Garden kolejne zwycięstwo zanotował Michael Hunter (18-1, 12 KO). Tym razem wypunktował po 12 rundach niepokonanego wcześniej Sergeia Kuzmina (15-1, 11 KO). Dużo mniejszy Hunter wykorzystał swoje lepsze przygotowanie techniczne. Utrzymywał Kuzmina na dystans dzięki ciosom prostym i schodzeniu na boki. W piątym starciu Rosjanin był nawet liczony. Ostatecznie po 12 rundach sędziowie jednogłośnie wskazali na Amerykanina, który coraz odważniej poczyna sobie w wadze ciężkiej. Po walce Hunter zapowiedział,że będzie próbował doprowadzić do walki z Alexandrem Povietkinem podczas gali w Arabii Saudyjskiej w Grudniu.

Do sporej niespodzianki doszło w Kanadzie. Miejscowy faworyt Oleksandr Teslenko (16-1, 12 KO) niespodziewanie przegrał przez TKO 5 z Shandellem Terellem Wintersem (12-2, 11 KO), którego niedawno pokonał Nikodem Jeżewski. Stawką pojedynku był pas NABA broniony przez Teslenkę.

Udanie w USA zadebiutował Carlos Takam (37-5-1, 28 KO). Francuz niedawno podpisał umowę z nowym promotorem, co kosztowało go pojedynek z Oleksandrem Usykiem. Wczorajszej nocy Takam gładko wypunktował po 10 rundach przeciętnego Craiga Lewisa (14-4-1, 8 KO).

Jamie Munguia (34-0, 27 KO) nie dał najmniejszych szans Patrickowi Aloteyowi (40-4, 30 KO). Tym samym po raz piąty obronił pas WBO w kategorii junior średniej. Mający zaledwie 22 lata Munguia od początku zaatakował agresywnie, różnicując ciosy na górę i dół. Alotey wylądował na deskach dwa razy w rundzie 3 i raz 4. Po ostatnim liczeniu nie był w stanie kontynuować pojedynku. Meksykanin do tej pory pozostaje mistrzem dość anonimowo. Mamy jednak nadzieję, że wkrótce zmierzy się z kimś posiadającym bardziej rozpoznawalne nazwisko. Biorąc pod uwagę, że w tej samej wadze boksują między innymi Jarrett Hurd, Erislandy Lara, Kell Brook, Jermell Charlo czy Erickson Lubin, to młody Meksykanin nie powinien mieć problemu ze znalezieniem ciekawego rywala.

Na koniec nie możemy pominąć naszego podwórka. Wczoraj w Katowicach na ring powrócił Mariusz Wach (34-5, 18 KO). Mariusz wrócił troszkę po cichu, ale też nie powinniśmy się dziwić. Wygraną nad Gogitą Gorgalidze (8-31, 6 KO) raczej nie ma się co chwalić. W każdym razie Wach leniwie boksował sobie przez niespełna cztery minuty, po czym Gruzin wywiesił białą flagę i na początku drugiej rundy pojedynek przerwano.

Dodaj komentarz