Z motyką na słońce

Grupa ND Promotion należąca do Marcina Najmana organizuje Narodową Galę Boksu, która 25 maja ma się odbyć na PGE Narodowym. Oprócz zmagań pięściarskich, na imprezie będzie można zobaczyć także walki w formule MMA. W zamiarze Najman chciałby zapełnić trybuny warszawskiego stadionu. Trzeba przyznać, że plan „El Testosterona” jest ambitny, ale w mojej opinii to porywanie się z motyką na słońce.

Na gali wystąpić ma m.in. Mariusz Wach, Rafał Jackiewicz, Ewa Piątkowska, Robert Talarek, a także Marcin Najman, który stanąć ma na przeciwko Artura Bińkowskiego. Ostatnie zestawienie pominę, ponieważ trudno od niego wymagać wysokiego sportowego poziomu. By zapełnić trybuny rywale pozostałych pięściarzy musieliby być petardą na skalę krajową. Jednak biorąc pod uwagę możliwości finansowe, słabo to widzę.

Najman mówił o tym, że realne jest sprowadzenie dla Wacha Bryanta Jenningsa, Derecka Chisory czy Dmitrija Kudriaszowa. Ten ostatni to zawodnik wagi cruiser, który przegrał ostatnią walkę w turnieju World Boxing Super Series. Nie sądzę, by był w tej sytuacji skłonny przyjąć propozycję pojedynku w wyższej kategorii. Raczej skupi się na odbudowie swojej pozycji w junior ciężkiej. Chisora, przegrał trzy z pięciu ostatnich potyczek i o ile jego zakontraktowanie wydaje się być realne, jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by mógł być magnesem, który przyciągnie tłumy na Narodowy. Zostaje Jennings. Pytanie czy realne jest jego ściągnięcie? Moim zdaniem nie. A nawet jeśli , to czy jest to nazwisko, które wywoła wielkie „WOW” i sprawi, że bilety zaczną się sprzedawać jak ciepłe bułeczki? I tak i nie. Dla fanów boksu Bryant nie jest anonimowy, ma dobrą opinię, to kawał solidnego ciężkiego, tyle że na stadion trzeba też przyciągnąć niedzielnych kibiców, a tym nazwisko Jenningsa nic nie mówi. Jedno zestawienie, które byłoby hitem na skalę krajową, to za mało, by gala dobrze się sprzedała.

Takie nazwiska musiałyby widnieć prze każdym rywalu Polaka. Każdy z nich musiałby się zmierzyć z przeciwnikiem o uznanej marce, dobrym rekordzie i co ważne, nie mogą to być zawodnicy, którzy swój szczyt formy mieli 5-10 lat temu. Walki z bokserskimi emerytami nie wchodzą w grę. Biorąc pod uwagę frekwencje na galach boksu w ostatnich latach, by na stadion przyszło kilkadziesiąt tysięcy widzów, musiałby stać się cud. Ten cud możliwy jest tylko przy zestawieniach, które sprawią że fanom boksu i niedzielnym kibicom opadnie szczęka z wrażenia.

Marcin Najman nie ma budżetu Eddie Hearna, czy Franka Warrena, więc szanse na cud są znikome. Nie bez przyczyny podałem nazwiska brytyjskich promotorów, bowiem to tam jest obecnie najlepszy klimat na tworzenie gal bokserskich. Na imprezy przychodzą dziesiątki tysięcy kibiców, a zestawienie par to nie tylko walka wieczoru i długo, długo nic. Praktycznie każdy pojedynek gwarantuje dobry poziom i sporo emocji.  Poza tym na swoim rynku posiadają pięściarzy, którzy przyciągają tłumy. A u nas? Cóż, Wach to nie Joshua, Piątkowska to nie Taylor, Jackiewicz to nie Brook, a Talarek to nie Saunders.

Jestem pełen podziwu, iż Najman zdecydował się na organizację tak dużego przedsięwzięcia. Odważna decyzja, ale w moim odczuciu, wyjdzie z tego klapa. Marcin nie ma na tyle dużych środków, by zakontraktować solidnych rywali. Przy dobrym wietrze kasy może starczyć na kogoś niezłego tylko na walkę wieczoru. Ale to nie wystarczy. Jakby tego mało nazwiska Polaków którzy mają wystąpić 25 maja, także nie są magnesem dla kibiców. W mojej opinii obecnie tylko dwóch pięściarzy znad Wisły gwarantuje taki efekt. Jest to Tomasz Adamek i… Artur Szpilka. Tak, dobrze czytacie. „Szpila” ma grono fanów, jest medialny, często kontrowersyjny, mimo porażki z Jenningsem, Wilderem i Kownackim na pewno sporo ludzi przyszłoby na jego walkę w Polsce. Dodatkowe atrakcje w postaci występów Edyty Górniak, Kombi, czy Liroya to tylko dodatek, który w moim odczuciu nie ma większego znaczenia. Uważam, że sukcesem będzie jeśli na Narodowym zasiądzie 10 tysięcy widzów. Jakbym się nie starał nie potrafię sobie wyobrazić, by bilety kupiło 50 tysięcy osób. ND Promotion nie ma marki KSW, jest graczem na naszym podwórku, który dopiero uczy się organizacji gal na wysokim poziomie. Dlatego też biorąc za i przeciw, słabo to widzę i zdania nie zmieniam. Marcin porwał się z motyką na słońce. Ale życzę mu jak najlepiej. Będzie mi miło, jeśli mnie zaskoczy. Tyle, że zaskoczenia nie będzie.

Dodaj komentarz