Zostawcie starszych panów! Czyli podsumowanie gali w Legionowie

Kilka emocjonujących walk przed głównym wydarzeniem i nokaut w pojedynku wieczoru – Tak wygląda krótki zarys gali w Legionowie, gdzie Krzysztof Zimnoch szybko zastopował Michaela Granta. 

„To są polskie gale boksu. Polskie gale boksu jakie są? Każdy widzi” – mówiąc śladem jednego filmowego klasyka. Gala w Legionowie nie wyskoczyła poza kanony tego, co zazwyczaj dostajemy jako kibice. Ot pełna paleta polskich, dobrze prosperujących zawodników,ktoś przyjezdny i ktoś z main eventu, mający przyciągnąć kibiców na halę. Michael Grant do spółki z Zimnochem, miał na tyle magnesu w nazwisku, że przyciągnął sporą publikę do legionowskiej hali sportowej.

Jednak wcześniej obejrzeliśmy w ringu Michała Syrowatkę, Kamila Szeremetę, czy Dariusza Sęka. Debiut zaliczył nasz długoletni amator, reprezentant Polski Mateusz Tryc. 26-latek obił bezradnego Tomasza Gargulę, a pojedynek potrwał niecałe trzy rundy. To idealne zestawienie dla debiutującego na zawodowstwie Tryca, który w wywiadach po walce zgodził się, że kariera powinna nabrać rozpędu, jeśli chce coś osiągnąć w karierze. Wygrane odhaczyli Syrowatka i Szeremeta. W ich przypadku mogliśmy nacieszyć się pełnym dystansem walk. Szeremeta nawet położył na deski Sebastiana Skrzypczyńskiego, ale jak większość jego pojedynków, i ten zakończył się na punkty. Kamil rozwinął się pod skrzydłami trenera Łapina. Podoba mi się pressing w jego wykonaniu, szeroka gama ciosów i łatwość w ich wyprowadzaniu.

Nieudany występ odnotował Dariusz Sęk. Pięściarz z Tarnowa dostał mocnego Rosjanina, Wiktora Poliakowa. O ponad głowę niższy Poliakow rozpracował Sęka dosyć szybko. Z początku co prawda, Polak radził sobie z pressingiem rywala, jednak nie minęło około czterech rund, jak Poliakow przejął inicjatywę. Sęk już od jakiegoś czasu boksuje „zablokowany”. Jego walki są takie same, tak, jakby boks miał jeden wymiar i nie istniała w nim taktyka, bądź jakby nie słuchał on trenera. Kiedy Sęk miał problemy, Poliakow w ekonomiczny dla siebie sposób zyskiwał przewagę. Rosjanin doskonale wiedział, że mańkuta należy bić w specyficzny sposób – lewy sierpowy, zachodzenie rywala w jego prawą stronę, itd. To wszystko działało wczoraj u Poliakowa jak w zegarku. Był moment pod koniec walki, że Rosjanin mógł skończyć Sęka, jednak był tak pewny prowadzenia, że postanowił oszczędzić podłączonego przeciwnika. Ku mojemu zdziwieniu, Poliakow wygrał przez niejednogłośną decyzję. Sędzia Włodzimierz Kromka widział przewagę Sęka na przestrzeni całej walki. Panie Kromka – wstyd, tak przepychać na siłę wygraną dla naszego. Jeśli Sęk jest rzeczywiście lepszy od Poliakowa, powinien udowodnić to w rewanżu.

Main event to krótka piłka. Grant, który miesiące temu dosyć poważnie chorował, uzyskał licencję bokserską. Mieszkający w Pensylwanii bokser nie miał nic do powiedzenia w niespełna dwurundowej potyczce z Zimnochem. Grant, którego prime oglądaliśmy jakieś piętnaście lat temu, był tak wolny, że… nie sądziłem, że może być aż tak wolny. W rozmowie z nami przed walką zapewniał, że została mu siła i ma atuty na Zimnocha. Nic z tych rzeczy. Po kilkudziesięciu sekundach rozpoznania, Zimnoch ruszył na Granta kombinacją lewy na dół prawy na górę. To wystarczyło, żeby zranić Amerykanina. Ta sama akcja zakończyła pojedynek w drugiej odsłonie. 45-letni Grant runął z hukiem na matę, a Zimnoch odnotował piętnastą wygraną przed czasem, a dwudziestą drugą w ogóle. Gratulujemy Krzysztofowi, to cenne doświadczenie dla niego. Promotor Babiloński zapowiedział również, że na okolice jesieni Zimnoch ma dostać rywala z top 15 wagi ciężkiej. Czekamy i prosimy, nie bijcie już więcej emerytów, to schorowani ludzie są!

Źródło: opracowanie własne

Foto: Ireneusz Fryszkowski/Ringblog.pl

Leave a Reply